Wizyta w opodatkowanym przedszkolu
Wraz z nastaniem rządów Jaśminy, w Filii w Piotrkowie zapanował spokój na linii Fundacja - karmiciele - Szefowa. Stało się to głównie dzięki skłonności tamtejszej szefowej do mówienia prawdy, nazywania rzeczy po imieniu i racjonalnego postrzegania rzeczywistości.
Jaśminowe relacje o stanie filii są jasne, proste i rzeczowe, nie zawierają żadnych opowieści typu "bajki z tysiąca i jednej nocy". Kiedy Jaśmina mówi: "Szefowa brakuje mi jedzenia" czy "Nie wiem jak się odnaleźć w zaistniałej sytuacji", to faktycznie ma problem i sama nie chce podejmować decyzji, bojąc się popełnienia błędu. Dzięki jej zachowaniu - autonomii połączonej z komunikacją, nasza praca układa się bez najmniejszych konfliktów, aż czasem mi się wierzyć nie chce, że doczekałam się tej chwili!
Jej rządy to także kilka cennych inicjatyw. Do jednej z nich należy wprowadzenie za przyzwoleniem dyrekcji, zgodzie rodziców i uciesze wychowawczyni " opodatkowania" na rzecz kotów bezdomnych, o które dba FKM. Piękny cel, szczytna idea, same korzyści dla wszystkich. Dzieci mają przełamaną monotonię codziennych zajęć. Spotkanie z kotem i opowieści opiekunek, zabawy i rozmowy są o wiele fajniejsze od rytmiki czy zajęć z tańca.
Maluchy kochają zwierzaki, a nie zawsze je mogą mieć w domu, zatem zajęcia edukacyjne są jedyną okazją do kontaktu z futrzakami.
Są także dodatkowe profity, bo oprócz edukacji, czyli tego co jest sensem Fundacji, zbieramy karmę na potrzeby, których jakoś nie chce być mniej, tylko wciąż rosną, wprost proporcjonalnie do rozgłosu jakim cieszy się Fundacja. A jeszcze Urząd Miasta, w ramach współpracy i wspierania działań Kociej Mamy na terenie lokalnym, przeznacza niewielkie fundusze na realizację pogadanek, prelekcji i spotkań z dziećmi.
Korzystne dla wszystkich byłoby, żeby za przykładem urzędników z Piotrkowa poszli również notable z innych miast.
Spotkanie jak zwykle było bardzo udane, kot wzbudzał radość i pozytywne emocje, dzieci były uradowane, przyjmowały prezenty czyli znowu było święto w grupie kociomaminych pomocników zabiegających o dobro kotów.
Jedno podsumowanie ciśnie mi się na usta: poproszę więcej takich placówek, gdzie nauczycielki są zadowolone, iż mogą uczyć dzieci społeczności od najmłodszych lat, dyrekcja przychylnym okiem patrzy na odwiedziny Fundacji, a rodzice nie narzekają na wydatki związane z zakupem karmy dla kociaków. Gdybym nie brała udziału w akcji podatkowej na rzecz mojej organizacji, sądziłabym, że ktoś opowiada mi bajki. A jednak i takie rzeczy zdarzają się w mojej Fundacji! Niesłychane!
Dlatego z szacunku dla wszystkich zaangażowanych w to przedsięwzięcie zawsze będę prowadziła te zajęcia osobiście, Bardziej nie mogę pokazać jak są dla mnie cenne i ważne takie inicjatywy.
Wpis: 14.10.2013







