Uwaga! Znajdujesz się na archiwalnej stronie Fundacji Kocia Mama. Aktualna strona znajduje się pod adresem www.kociamama.pl

Stały zestaw edukacyjny czyli szefowa, Martynka i niezawodny Klops


Od kiedy zmieniłam szefową filii w Piotrkowie, skończyły się nagle, jakby ktoś nożem uciął, wszystkie problemy i kłopoty. Są oczywiście drobne spięcia podczas interwencji, ale wynikają one przeważnie z różnicy poglądów między wolontariuszami, a karmicielami. Wiadomo, takich sytuacji nie da się uniknąć, są one normalne, trzeba się z tym pogodzić, ale zawsze należy forsować rozwiązanie najlepsze dla kota i Fundacji.
Mnie natomiast bardzo cieszy rozwój grupy, która liczy coraz więcej młodych wolontariuszy. Jest to najlepszy dowód na to, iż młodzież uaktywniła się po zmianach wprowadzonych w roku ubiegłym.
Młodzi chętnie uczestniczą w kiermaszach i zajęciach edukacyjnych. W sumie prawie wszystkie prowadziłam z Martynką i jej kotem Klopsikiem.
Jesteśmy super duetem i to jest chyba najważniejsze, że pracując razem, bawimy się też doskonale. Nawet kot, który kiedyś był bardzo niezadowolony, teraz spokojnie godzi się na publiczne występy. Proszę jak ładnie wszystko nam się teraz układa.
 
Wracając do lekcji, były to ostatnie z przeprowadzonych w tym roku szkolnym, a odbyły się one w zaprzyjaźnionym przedszkolu, które było uprzejme się dla nas opodatkować. Forma datków była dowolna - kocie puszki, saszetki albo suche groszki. Nie miała znaczenia jakość, tylko sumienność przynoszenia prezentów. Nad wszystkim czuwała pani opiekunka wpisując słoneczka i punkty we właściwe rubryczki.
My w miarę systematyczne odbierałyśmy zgromadzone dary i organizowałyśmy dzieciakom spotkania, podczas których otrzymywały od Fundacji drobne upominki. 
Na ostatnich zajęciach podsumowane zostały wyniki całorocznej zbiórki i każde dziecko otrzymało nagrodę adekwatną do aktywności i pilności w realizacji zobowiązania.
  
Grupy były trzy - pierwsza, najliczniejsza to prymusy akcji. Same dzieciaczki zabiegły o to żeby przynosić jedzenie dla kotów systematycznie, druga trochę mniej liczna - gromadziła dzieci troszkę mniej obowiązkowe, trzecia natomiast to maluchy, które kompletnie nie miały ochoty nawet troszkę się zaangażować, cóż bywa i tak.
Jaka praca taka nagroda - taki był pomysł pań opiekunek, a ja przystałam na takie rozwiązanie, bo w zasadzie miały rację.
Ustalenia początkowe były jasne - dzieci, a co za tym idzie rodzice deklarują się wspierać FKM, a my raz na kwartał przybywamy na zajęcia mając ze sobą drobne upominki.
 
Wiem, że były niektóre dzieci rozczarowane, iż nie otrzymały ślicznych odblaskowych opasek na łapki,  ale tym razem nie jest mi przykro z tego powodu. Grupa składa się z większych dzieci, mają one już swoje poglądy, są mądre, potrafią zadbać o własne potrzeby i skoro widząc jak aktywni i pilni są ich koledzy, nie włączyli się, nie mogą liczyć na profity.
Trudno nie ma innej drogi do nauki odpowiedzialności za zobowiązania, jakie się na siebie nakłada, tym bardziej jeśli dotyczą one działalności społecznej.
Widzę jak zachowują się dorosłe osoby, które chcą się włączyć do grupy, jak szybko im się nudzi bycie obowiązkowym, sumiennym, systematycznym, jak swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem dezorganizują pracę grupy, wprowadzają chaos i zamieszanie. Teraz przypadkiem okazuje się, że lekcje edukacyjne mają też drugi wymiar, kształtują charakter i uczą społecznego zachowania, nie zasklepiamy się  w promowaniu pozytywnych relacji w odniesieniu do kotów - człowiek w tym wszystkim też jest ważny, wtedy nasza praca ma sens!
 
Może dzieci, a co za tym idzie i rodzice wyciągną wnioski z dodatkowej lekcji edukacyjnej, podczas której to był przeprowadzony egzamin nie tylko z wiadomości o kotach, jakie przekazywałyśmy na każdym spotkaniu, ale chyba ten drugi społeczny był sądzę ważniejszy i cieszę się, że tyle dzieci i rodziców zdało go na szóstkę! Dziękuję pięknie za całoroczny entuzjazm!
 
Wpis: 13.06.2013