Uwaga! Znajdujesz się na archiwalnej stronie Fundacji Kocia Mama. Aktualna strona znajduje się pod adresem www.kociamama.pl

Otworzyć oczy, usłyszeć wołanie


Noc z niedzieli na poniedziałek. Jesień już, zimno i nieciekawie. Spółdzielnia mieszkaniowa włączyła ogrzewanie. Wiadomo – schyłek października.  Druga na zegarze. Miasto śpi. Każdy chce wypocząć przed kolejnym tygodniem pracy.
Nagle ciszę przeszywa rozpaczliwy dźwięk: ni to płacz niemowlęcia, ni to jęk - gorzki wyrzut, pełen bólu i frustracji. Mijają minuty. Płacz nie ustaje, opada tylko po to, by po chwili przerodzić się w crescendo strachu i opuszczenia. 
Renata otwiera oczy. Słyszy. Gorączkowo analizuje sytuację. Może to tylko sen? Może się zdawało? Dzieci? Nie, już duże i dzielne. Koty? Nie, i własny kociak, i te fundacyjne - zdrowe. Powieki opadają powoli i sen chce przejąć władzę nad świadomością. Znów powraca ten głos, ten dźwięk, niczym skarga. Wznosi się na coraz wyższe tony, rozchodzi i się echem pośród bloków i uliczek.
Renata ponownie otwiera oczy. Teraz, oprócz skargi, słyszy budzące się dzieci. Wstaje. Ubiera się pospiesznie. Wie, że musi to sprawdzić. Wychodzi na zewnątrz. Rozgląda się. Płacz dobiega spod jej okna, spod samochodu. Coś się poruszyło. W nikłym świetle ulicznej latarni zauważa popielatą kulkę. Kulka ma łapki, głowę i głos jak dzwon. Drze się w niebogłosy, drży i chyba jest jej wszystko jedno, skoro pozwala się podejść i wyciągnąć spod auta. 
 
Kulka jest brudna, śmierdząca, zapchlona, a zamiast ogona ma nagą kość, zamiast oczu – ropny wysięk i przepuklinę na gałce prawego oka. Kulka jest chuda - to tylko sierść nastroszona lękiem i zimnem. Daje się przytulić i zabrać do domu. A w domu rozpacz. Laura i Klara już nie śpią, widzą maleństwo i płaczą. Błagają mamę o pomoc dla kociaka. Szybka organizacja kuwety, jedzenia i spania. Kulka po posiłku szybko zasypia. Nadchodzi poniedziałek. Sen nie jest już krzepiący dla domowników.
Poniedziałek wita mnie SMS-em: „Śpisz? Właśnie z ulicy przyniosłam malutkiego kotka bez oka i bez ogona. Zjadł i mruczy. Miałczał bardzo i wyszłam po niego.” Mnie więcej nie trzeba. Mam klucze do domu Renaty. Znamy się osiemnaście lat. Razem chodziłyśmy do liceum, do jednej klasy, potem ta sama uczelnia, przypadek sprawił, że i ta sama praca. Beczkę soli zjadłyśmy. Teraz razem Fundacja i pomoc braciom mniejszym. Renata jest niezawodna, jest świetna, genialnie oswaja koty, daje z siebie wszystko, mimo pracy, dzieci i mnóstwa innych spraw. Mamy do siebie 100 % zaufania, razem rozwiązujemy problemy, wspólnie walczymy o lepszy los podopiecznych, a co najważniejsze – tworzymy świetny duet – pracę zawodową oddzielamy od fundacji, a fundację od życia prywatnego. Mamy wspólne zasady i wspólne cele. Rozumiemy się bez słów. 
Nie muszę pytać o nic. Jadę do kociaka. I widzę: obraz nędzy i rozpaczy. Z jednego oka leje się dziwny płyn, przepuklina, ból, drugie zasklepione ropą. Zapomniane przez ludzi, wykończone, małe futro. A ogon… Ogon… Sama kość, bakterie, brud… Futerko posklejane, całość mieści się w dłoniach. Pięciotygodniowa skarga na los…
 
Jedziemy do doktora Wojtani. Mycie, odkażanie, oczyszczenie oczu, odpchlenie, odrobaczenie, antybiotyki, inne leki… Małe futerko znosi dzielnie wszystko. W zasadzie nie reaguje, nie walczy… Już nie płacze.
 
Mijają dni. Kulka czuje się lepiej i zaczyna się samodzielnie myć. Uczy się korzystać z kuwety. Staje się coraz żywsza, coraz bardziej ciekawska. Przybiera na wadze i doskonali umiejętności wspinaczkowe. Przez tydzień przebywa w oddzielnym pokoju, czyli w sypialni Renaty, gdzie śpi z nią i chłonie normalność.  Na szczęście oko się goi, powoli, ale skutecznie. Nie ma sensu trzymać jej w izolacji, przecież łaknie towarzystwa i przestrzeni!
 
Kociaki szybko akceptują nową koleżankę, bo to przecież popielata piękność! Kotka bez żadnych problemów oswaja się z kocim towarzystwem i zakochuje się w dziewczynkach, czyli córeczkach Renaty. A Klara i Laura zakochują się w niej. Karmią, noszą na rękach, całują, wytwarzają zabawki! Pełna symbioza! Tymczas Jurek uczy gonitwy, rezydent Kocik myje małej pupę i pielęgnuje futerko, daje się tarmosić. Tylko Bella zazdrosna, ale może to kobieca zazdrość?
Codzienne wizyty u weterynarza. Zastrzyki. Zakażenie bakteryjnie, pierwotniakowe, osłabienie, okaleczenie. Za dużo na tak małe ciało, ciało, które dopiero uczy się żyć. Zamiast być z matką, walczy o zdrowie i życie. Najprawdopodobniej oskórowany ogon i przepuklina na oku są wynikiem urazu mechanicznego. Kot sobie tego sam nie zrobił. Wypadek? Dziwny. „Pomoc” człowieka? Prędzej. 
 
Dziś minął osiemnasty dzień leczenia. Nie ma przepukliny. Oko za mgłą, ale jest, jest czucie, jest wrażliwość na światło. Jest nadzieja. Nasza mała rezydentka – Bobisia – tak nadano jej na imię, ma się wyśmienicie. Jest dwa razy większa, trzy razy silniejsza, kocha cały świat i ludzi. Biega, skacze, bawi się z dziećmi. Jest otoczona najlepszą opieką: od dorosłych kotów uczy się kocich zwyczajów, od ludzi uczy się radości istnienia i pewności siebie. Jest kochana, uwielbiana, wręcz ubóstwiana. 
Przed nią jeszcze długa droga. Ogon wymaga operacji. Musi być większa i silniejsza. Zachodzi ryzyko martwicy. Tyle bólu za nią, tyle przed nią… 
Trzymajcie kciuki.
 
Ile jest takich kocich dramatów? Ile uszu i oczu zamkniętych na dramat, który rozgrywa się tuż obok? Ilu ludzi słyszało jej płacz i nie zrobiło NIC? 
Tym wszystkim, którzy byli w stanie spać spokojnie tej nocy na tym osiedlu i tym wszystkim, którzy nie słyszą i nie widzą – dedykuję ten tekst. Gratuluję spokoju sumienia i samozadowolenia. Akceptacji siebie. Uśmiechu na twarzy, kiedy dzwonią z prośbą o interwencję. Zacierania rąk po zakończeniu rozmowy. 
Otworzyć oczy, usłyszeć wołanie, wyjść poza siebie, człowieku! – marzenie wszystkich kotów czekających na dom. I moje marzenie dla nich. 
Skoro one się nie poddają, to my możemy?
 
Wpis: 9.11.2014