Uwaga! Znajdujesz się na archiwalnej stronie Fundacji Kocia Mama. Aktualna strona znajduje się pod adresem www.kociamama.pl

Nie do końca planowana łapanka


W sumie jesteśmy nieprzewidywalne. Miałam tylko przerzucić sprzęt do Filii, ale skoro trzeba pokazać Jaśminie, jak działają nowe klateczki-pułapeczki, najlepiej to zrobić podczas akcji. Plan był prosty: pojedziemy razem na miejsce, gdzie bytują koty, przy okazji poznam nowe osoby, matkę i syna Pawła,- którzy zadeklarowali pomoc w oswajaniu malców biegających po dachu na sąsiedniej, opuszczonej posesji. Nowa interwencja to złapanie czwórki smarków w wieku około 2 miesięcy i kocura dzikusa wielkiego rudego, który zapadnia okoliczne kotki.
- Będzie ciężko - prorokowała Jaśmina - Kocur przychodzi sporadycznie, jest nieufny, przebiegły, ogromny i bardzo niebezpieczny.
Zobaczymy, będziemy się martwić na miejscu.
 
Zaopatrzone w niezbędne sprzęty do odłowu pojechałyśmy na miejsce akcji. 
Tego dnia dopisywało nam szczęście. Na dachu zawalających się komórek baraszkowały cztery maluchy.
- Piękne są - szepczę do dziewcząt.
Dwa czarne, podpalane, czekoladowe kociaki patrzyły na nas ciekawie. Obok złotookie dwie dymne piękności, jedna cała dymna, druga dymna z rudymi akcentami. Już czujemy jak podnosi się ciśnienie, działa adrenalina. Ustawiamy łapki. Zaczynamy łapanie, odzywa się instynkt łowcy. 
Zapada cisza, karmicielka opuszcza posesję, my czaimy się z Natalką w krzakach. Dziewczynka poznaje nową sytuację, dotąd tylko brała udział w imprezach kulturalnych, teraz ma okazję zobaczyć inne oblicze FKM.
Zastygamy w bezruchu. Klatki ustawione, jedzenie na przynętę wyłożone, Bożena czai się z aparatem. Stoi jak posąg.
- Nie, nie złapią się - biadoli opiekunka - Są zbyt mądre.
- Głód czyni cuda - twierdzę stanowczo - Dajmy sobie szansę.
Bardzo szybko dwa maluchy zeszły z dachu, zaczęły jeść pyszną karmę i nawet nie spostrzegły, jak zamknęły się klatki. Super! Bingo! Połowa pracy za nami!
 
Przekładamy kociaki i ponownie nastawimy pułapki, już każdego wciągnęła łapanka. Dzielnie pomaga Natalka, karmicielka już nie jest tak sceptyczna, kręci głową i stwierdza:
- Jednak te panie z fundacji lepiej znają kocie zachowanie.
Ile razy przerabiałam takie sytuacje? Już nawet się nie złoszczę, bo po co? Przecież i tak będzie tak, jak ja zarządzę!
 
Kiedy poszłyśmy lokować złapane dzikuski w miejscu, gdzie będą oswajane, jakimś cudem złapał się wielki kocur, ich tatuś.
Brawo, ale zdobycz - cieszymy się wszystkie! Od razu jedziemy z nim na zabieg. Niech ma niespodziankę doktor Wojtania, w końcu otrzymał tytuł KotoMana Roku jako super specjalista.
 
Nie było żadnego zdziwienia, gdy mocna ekipa  weszła do lecznicy. Zaraz zrobiło się gwarno, wesoło. 
- Z wami to mam non stop atrakcje - śmieje się weterynarz.
Błyska co rusz flesz - Bożena jest świetna jako fotograf-reportażysta, ma smykałkę do fajnych ujęć.
Pomagamy z Jaśminą podać kotu narkozę. Chwila moment i już po zabiegu, zabieramy delikwenta. Wróci na swoje tereny, ale nie będzie więcej przekazywał swoich pięknych genów. Radykalne i niezwykle konsekwentne są kobiety z Kociej Mamy. 
 
Jesteśmy zadowolone. Nastawiamy łapki ponownie, pozostałe dwa malce złapie już pani Anna, została przeszkolona. Teraz podzielimy się pracą. My zapewniamy karmę, opiekę medyczną i adopcję, pani z synem podejmują się dzikusy oswoić. Nie są zbyt agresywne, ich socjalizowanie powinno pójść w miarę szybko.
 
- Fajnie ciociu było, opowiem mamie - Natalka jest bardzo przejęta - Też będę wam pomagać, jak dorosnę.
Śmiejemy się obie z Bożeną ucieszone entuzjazmem młodej osóbki.
- Kiedy zawitacie ponownie? - pyta Małgorzata. mama Jaśminy - Zrobię znowu dla Was pierogi.

Miała być tylko grzeczna wizyta, a jak było? Czekał na nas stół zastawiony pysznymi pierogami z grzybowym farszem i  aromatyczna kawa.
Zacierają się granice, przyjaźń miesza się z działaniem społecznym, ale uwielbiam Filię w Piotrkowie no i całą moją tamtejszą ekipę.
 
Wpis: 22.08.2014