Kota oddam GRATIS
„Niezbadane są wyroki kocie” – mawia szefowa Fundacji – Iza Milińska. I ja się pod tym podpisuję obiema łapami. Dziś historia pewnej kotki, która kotką nie była… Ale po kolei.
Sobota, 4 stycznia, środek fundacyjnego tsunami, czyli szefowa wizytuje Piotrków i Tomaszów, nagrywa reportaże, łapie bezdomniaki, odwiedza domy tymczasowe, rozwozi sprzęt i ludzi, słowem: koszmar. Czyli standard. A tu telefon w sprawie kociaka. Sprawa jakich wiele, znamy już te historie.
W Wigilię pani znajduje na klatce schodowej młodą kocicę. Bierze ją do domu, daje jej jeść, pić i kąt do spania. Jednocześnie rozpoczyna poszukiwania prawowitych właścicieli: pyta sąsiadów, pyta na ulicy, znajomych. Nic. Jak zawsze – nikt się do kociaka nie chce przyznać. Postanawia więc kotkę zostawić u siebie już na zawsze. Idzie z nią do weterynarza, gdzie maluch zostaje odpchlony i odrobaczony. A potem… Potem pani ma atak astmy alergicznej i już nie może się dłużej nim opiekować. Tak wynika z relacji telefonicznej.
Dzwoni do nas. Szczęśliwym trafem mamy miejsce na przyjęcie, ponieważ dużo naszych kociaków znalazło nowe domy. Nie mamy zwyczaju przyjmować prywatnych kotów, ale tutaj, w drodze wyjątku, ze względu na stan zdrowia pani – ulegam.
Pani przywozi kociaka do Martyny. Ma dla malucha wspaniałą wyprawkę: kuwetę, żwir, pyszne jedzonko, zabawki i nawet kocyk. Żegna go zalana łzami i zatroskana o jego przyszłość. Uspokajamy, dajemy słowo, że będzie mu tu dobrze, będzie szczęśliwy i rozpieszczany. I tak jest, ale… Martynę zaczyna niepokoić kilka szczegółów. Po pierwsze – kotka ma jądra. A zatem to chyba dziewczynka nie jest? Po drugie – kot miał mieć 6 miesięcy, a jest zdecydowanie za mały na ten wiek. Po trzecie – skoro był odpchlony i odrobaczony, to gdzie jest książeczka zdrowia? I jaki weterynarz ocenił tę płeć i nie dał książeczki zdrowia? I nie zauważył świerzbowca w uszach? Rewelacja…
Zaczyna mi się to układać powoli. Może ten kociak to nie jest znajda, ale niechciany prezent pod choinkę? A może pani sama oceniła stan zdrowia i płeć kota? Chyba że weterynarz jest z Koziej Wólki i całe życie leczył, nie wiem, morświny? Trochę to wszystko nieskładne, bo przecież, sami zobaczcie – z jednej strony super prezenty dla kociaka, dobre jedzenie, to wszystko kosztuje, a z drugiej – takie zaniedbanie? Przecież te podstawowe zabiegi kosztują mniej niż kuweta? I co bardzo ważne – te zabiegi ratują zdrowie i życie kociaka!
Koniec końców kotek ląduje u naszego weterynarza i tam zakładamy mu książeczkę, aplikujemy środki na pasożyty i leczymy. Oceniamy też wiek: 4 miesiące. Wreszcie jest wszystko tak jak powinno być. Nie ma fuszerek. Nie będziemy się bawić kocim zdrowiem.
Kotek zamieszkał w domu tymczasowym Renaty. Jest słodkim, kochanym, wiecznie mruczącym i kochającym pieszczoty stworzeniem. Świetnie dogadał się ze starszym kolegą i córeczkami Renaty. Jest zdrowy i szczęśliwy. Ma na imię Berti, ale w fundacji nazywamy go GRATIS.
Wpis:13.01.2013







