Uwaga! Znajdujesz się na archiwalnej stronie Fundacji Kocia Mama. Aktualna strona znajduje się pod adresem www.kociamama.pl

Jaśmina - ona łączy wszystko

 

Kocia Mama ma się dobrze. Rewelacyjnie prosperuje pomagając kotom, ludziom, daje radość i spełnienie wielu działającym w niej kobietom.
Jaka jest przyczyna takiego sukcesu?
Dlaczego nasza Fundacja rośnie w siłę i przyciąga jak magnes następne dziewczyny?

Jak to się dzieje, że tyle młodych kobiet uważa Fundację za właściwą dla siebie formę realizacji potrzeb, zarówno społecznych jak i własnych?
Czemu kobiety dojrzałe nadal działają, pracują społecznie, mimo chorób i ograniczeń wynikających z płynącego czasu? Dlaczego uczą swoje wnuki i prawnuki miłości do kotów, szacunku do organizacji, która je skupia?
Czy ja, istota kochająca koty, ale zarazem osoba o bardzo silnej osobowości i odmienności poglądów, zawsze niezależna mogłam marzyć, że stworzę taką ekipę? Grono ludzi oparte na niesamowitym zasobie intelektualnym, ogromnym potencjalne umysłów i co najważniejsze - chętnych do podejmowania nowych wyzwań, wdrażania w życie projektów innowacyjnych, niecierpiących nudy, schematu i rutyny - czyli ludzi należących do mojej bajki - o istotach obecnie rzadko spotykanych.


Patrzę i się dziwię, bo organizacje prozwierzęce upadają. Wcale mnie to nie cieszy - nadal zbyt wiele potrzebujących zwierząt błąka się po komórkach i podwórkach starych kamienic. W sumie w Łodzi na takim poziomie jak FKM nie pracuje nikt. Inne organizacje nie mają tyle sprzętu, wolontariuszy, nie porywają się na trudne interwencje. Natomiast my - non stop w akcji, nieustannie zmagamy się z nowymi aspektami działań mających pomóc nie tylko kotom, a wszelkie projekty kończą się sukcesem. Na domiar ta wyjątkowa atmosfera, która tu panuje... Każdy kto nią pooddycha, zaraz mi zazdrości i pyta: jak Ty to robisz, że nie macie kłótni i awantur? Przecież pracujesz w oparciu o kobiety, a one raczej nie są łatwe we współpracy!
Tak wiem - zawsze mówię - ale ja nie chciałam inaczej.
Tyle możemy dokonać, bo wszystkie jesteśmy emocjonalne. To jest źródło i główna siła napędowa takiego rozwoju i sukcesu!

Właśnie ta niepokorna natura, wysoko podniesione głowy i nieugiętość w zasadach, jakie nam przyświecają tworzą atmosferę, w której tak dobrze się odnajdujemy.
Pewnie, że czasem na rozwiązanie problemu jest kilka pomysłów i tu zaczyna się próba forsowania opcji najwłaściwszej według każdej wolontariuszki. Wtedy wkraczam ja i do mnie należy ostatnie słowo, tak czasem bywa, to są przywileje szefowej!

 

Tak pracujemy w Łodzi, ale filia w Piotrkowie, mimo iż niby wszystko było na pozór dobrze, mnie niepokoiła. To było jakieś trudne do opisania uczucie, że nie jest tak, jak być powinno. I męczyło mnie to strasznie, choć nie umiałam zdefiniować, o co tak na prawdę mi chodzi.
Niby na pozór było dobrze: koty znajdowały nowe domy, przeprowadzane były interwencje, ale brakowało czegoś, co nadawałoby smaku, konsolidowało grupę, nie było emocji ani uczuć. I nie było rozwoju, filia trwała, nikt nie przybywał. Taka nudna organizacja, w sumie jakby nie moja, dla mnie kompletnie obca.

Doszło do zmian, bo ja nie widziałam innej możliwości. I znowu strzał w dziesiątkę!
Jaśmina została szefową, a filia nabrała kolorów, werwy, radości, zaczęły dołączać młode osoby i nagle o Kociej Mamie w Piotrkowie zrobiło się głośno.

Jaśmina wniosła to, czego dotąd brakowało w zespole: ciepło, uśmiech, zaufanie, wyrozumiałość, radość, optymizm i nagle wszystko się diametralnie zmieniło!
Ruszyła także edukacja i to z takim natężeniem, że przeprowadzam więcej pogadanek i prelekcji niż w siedzibie.
Można? Można - jeśli się tylko chce!
Cóż mogę dodać... Ważna jest praca społeczna, ale bardzo istotny jest sposób w jaki się zagłębia temat.

Nie można się wstydzić ludzkich odruchów i błędów, bo takie są smaki życia, to nadaje sens działaniu i czyni nas wiarygodnymi.
Jaśmina jest świetna jako menadżer, umie pracować z ludźmi, szybko nawiązuje kontakty, jest żywiołowa i spontaniczna, świetnie się odnalazła jako koordynator grupy. Dla mnie jako szefowej najcenniejsza jest opinia osób, które się z nią kontaktują, chwalą za rzetelność, fachowość i rozwagę.

 

Skoro jest taki bum na Kocią Mamę, my korzystamy z bycia na fali. Staram się jak tylko mogę wspierać Jaśminę, promować Fundację na tamtejszym terenie, bo nadal sądzę, że w efekcie będzie to miało pozytywne przełożenie na liczbę, ale i na rozwój wolontariuszy.
Wszyscy doceniają moją opiekę, włączają się do działania.

Martynka z kotem Klopsem są na każdych zajęciach, bez niej pracować było by mi smutno. A jest to młoda osoba, a już tak społeczna. Jej zapał i radość bycia w Fundacji zaraża kolegów i pomału, krok po kroku rośnie nam filia, a my biegamy od przedszkola do szkoły poznając Piotrków i nauczamy: dzieci kochane to jest kot, kota się kocha! A wiecie co je kot, jak się nazywa koci lekarz?

 

I tak bez końca, ale bez przymusu, bo skoro nas zapraszają to trzeba korzystać, siać wiedzę, krzewić to, co jest najważniejsze w naszym życiu.
Wszyscy się cieszą, gdy nas widzą, jest to bardzo miłe, bo wnosimy w ich życie powiew nowych trendów. To nie są jakieś zgorzkniałe opiekunki kocie, to śliczne i mądre dziewczyny. Ile się można na takiej lekcji dowiedzieć - dlaczego kot jest smutny i kiedy mruczy ze szczęścia, a jeszcze są prezenty od Fundacji i kocie malowanki na buziach. Fajna ta Fundacja!!!

 

Jaśmina masz moją obietnicę - będę Cię trzymać za rękę jak długo jeszcze trzeba! Zawsze mam na twarzy uśmiech, kiedy dzwonisz i pytasz: szefowo masz chwilkę? Mam kilka pytań, żeby nie strzelić gafy .
Ja zaś poważnie odpowiadam: no przeszkadzasz mi właśnie w pracy, ale skoro już dzwonisz, proszę, słucham ... i spędzamy na miłej rozmowie ponad godzinę! Ty pytasz, ja wyjaśniam, tłumaczę, dodaję otuchy i jest cudnie!

 

Wpis: 6.03.2013